Chelaty

Chelaty są u nas ostatnim krzykiem mody w medycynie naturalnej bardziej od natury. Mało kto wie, co to takiego jest, te chelaty, bo że są naturalne, w to w zasadzie nikt nie wątpi. Ale gdzie występują w naturze, tego już nikt nie wie. Dlaczego? Bo pochodzą one z fabryk chemicznych. Owszem, produkuje się je z substancji występującej w naturze - z ropy naftowej. I tyle z naturą mają wspólnego chelaty. Ale o tym drobnym szczególe producenci, sprzedawcy i przepisujący je lekarze dyskretnie nie informują - taki mały wstydzik, który... lepiej jest ukryć, niż mówić całą prawdę żyjącym w błogiej nieświadomości pacjentom, bo tak się nazywają nabywcy leków i usług medycznych.

Jak się okazuje, chelaty to nie znowu taka nowość, bowiem w Stanach na skalę przemysłową produkowane są już od przeszło pięćdziesięciu lat przez firmę Albion, która obecnie rozpoczęła ekspansję na rynki europejskie, w tym także rynek polski.

W takich przypadkach zawsze zastanawia mnie jedno: Dlaczego producenci tego typu specyfików nigdy się nie chwalą, że we własnym kraju odnieśli sukcesy współmierne do rekomendacji swoich wyrobów prezentowanej w ofercie sprzedaży? Skoro firma Albion w swoim kraju działa już przeszło 50 lat, to czy ktoś słyszał, by społeczeństwo amerykańskie osiągnęło jakieś korzyści z produkowanych przez nią chelatów? Są jakieś doniesienia, że od pięćdziesięciu lat to społeczeństwo cieszy się dobrym zdrowiem dzięki zastosowanym chelatom? Czy jacyś Wasi znajomi przebywający w Ameryce powiedzieli Wam: "Słuchajcie! Kupujcie chelaty, bo dzięki nim społeczeństwo amerykańskie cieszy się dobrym zdrowiem!" Bo przecież 50 lat to wystarczający okres, by sprawdzić w praktyce skuteczność danego specyfiku zwyczajnie - w życiu! Czy zamiast tego firma może się pochwalić jedynie certyfikatami, patentami, nagrodami, opiniami naukowymi, współpracą z autorytetami i wysoką dochodowością?

Autor: Józef Słonecki

Masz spostrzeżenia i uwagi dotyczące artykułu? Podyskutuj na forum!